Simon Jáger

„Yvonne” to przedstawienie, które zdobyło Grand Prix XIV Międzynarodowego Festiwalu Gombrowiczowskiego. Księcia Filipa zagrał Simon Jáger, z którym udało nam się przeprowadzić wywiad.
Pomógł nam Peter Kertesz - węgierski attaché wspierający językowo teatr Maladype w czasie Festiwalu.



Czy Gombrowicz jest znany na Węgrzech?
Tak, jednak mało teatrów przedstawia go na scenie. Można powiedzieć że „Iwona, księżniczka Burgunda” to jego najbardziej popularny spektakl. „Operetka” czy „Ślub” są już dużo rzadziej grane.

Jak się gra rolę księcia Filipa, lubi Pan tę postać?
Podczas próby, gdy rozdzielaliśmy role, książę Filip był jedyną postacią, której nie chciałem dostać, nie podobał mi się. Zazwyczaj Filip wyobrażany jest jako bardzo smutna, skłonna do filozofii postać. A z Zoltánem od początku staraliśmy się, by masz Filip był bardziej energiczny i aktywny, szukający.

W przedstawieniu było sporo tańca. Czy to wasza specjalność?
Większość ruchów wykonywaliśmy ja i Brigitta Erőss, o dawniej uczyliśmy się tańca i dlatego też spadło to na nas. Reżyserowi się spodobało i dlatego też uczyliśmy resztę aktorów.

W roli tytułowej zagrała dziewczyna z widowni, na scenie była przez cały spektakl. Wiedzieliście, kto to będzie?
Nie, nigdy nie wiemy i zawsze wybierany osobę z pierwszego lub drugiego rzędu.

Czy zdarzyła się wam jakaś zaskakująca sytuacja z taką osobą ze widowni?
Na premierze Yvonne była bardzo gadatliwa. Na początku bardzo się dziwiliśmy, ale powolutku udało się ją uspokajać i my też się uspokoiliśmy. Koniec końców wszytko było dobrze. Zdarzyło się też tak, że jedna nie chciała wejść na scenę. W pierwszej i drugiej scenie nie chciała, ale potem udało się nam ją namówić. Dzisiejsza Yvonne była bardzo spokojna, cicha, delikatna.

Użyliście kilku polskich zdań. Czy język polski jest waszym zdaniem trudny?
Próbowaliśmy, a jak nam to wyszło, możecie państwo ocenić sami. Musieliśmy bardzo uważać na to, co po mówimy po polsku, jak to zabrzmi. Gdy jedziemy za granicę, to chcemy, aby trochę lokalnego języka się pojawiło. Czasami dodajemy też język angielski, ale tutaj nie chcieliśmy.

A co było najtrudniejsze w tym spektaklu?
Zazwyczaj zaproszona na scenę Yvonne jest największym wyzwaniem. Wszystko inne można wyćwiczyć. Jeśli chodzi o dzisiejsze przedstawienie, to najtrudniejszy był chyba ten język polski.

Rozmawiały: Paulina Sławińska i Anna Kowalczyk
17 października 2020

O-z